in

Z życia Beaty zrobił piekło. Wrócił z Anglii, by odebrać jej życie. Uśmiercił pięć osób

Agresywny mąż zadał żonie ciosy nożem, a gdy kobieta skonała obciął jej głowę. Opis zbrodni dokonanej przez szaleńca jest przerażający. Na koniec wpadł na szatański plan rozszczelnienia instalacji gazowej i wysadzenia kamienicy! Do takich wstrząsających szczegółów niedzielnej tragedii w Poznaniu dotarli dziennikarze Faktu.

Ofiarą Tomasza J. padła jego żona Beata J. oraz czworo innych lokatorów domu, którzy zginęli w wyniku eksplozji i zawalenia się kamienicy. Ratownicy nie wykluczają, że w gruzowisku mogą być jeszcze inne ciała.

Z tego co udało się ustalić dziennikarzom Faktu, Tomasz J. terroryzował swoją małżonkę od lat. Mężczyzna zażywał narkotyki, a potem katował Beatę. Zdesperowana kobieta w końcu powiedziała dość i zażądała rozwodu. Mąż – sadysta wyjechał do Anglii. Kobieta zaczęła wierzyć, że w końcu będzie miała spokój i poświęci się wychowaniu syna. Ale w ubiegłą sobotę mężczyzna niespodziewanie wrócił do Poznania. W mieszkaniu doszło do awantury, która zakończyła się zabójstwem Beaty J.

Jak nieoficjalnie dowiedzieli się dziennikarze, kobieta została rozpłatana nożem od pasa do mostka, oskalpowana, a na koniec na jej czole oprawca wyciął nożem krwawy napis „za zdradę”. Po dokonaniu makabrycznego mordu mężczyzna najprawdopodobniej rozszczelnił instalację gazową i próbował popełnić samobójstwo. Desperat wysadził w powietrze pół kamienicy.

Tomasz J. w ciężkim stanie został przewieziony do szpitala i przebywa na oddziale leczenia oparzeń. Ma poparzone blisko 90 proc. ciała, problemy z oddychaniem i jest utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Szanse mężczyzny na przeżycie są nikłe.

Śledczy oficjalnie nie chcą ujawniać szczegółów dramatu, zasłaniając się koniecznością przeprowadzenia sekcji zwłok wszystkich ofiar. Wiadomo, że ciała zabitych są rozczłonkowane i konieczna będzie identyfikacja po DNA, biżuterii albo fragmentach ubrań lub tatuażach. A to może potrwać wiele dni.

„Mieszkańcy wciąż przychodzą na miejsce tragedii, pytają o zabitych, o możliwość zabrania rzeczy, a my nie jesteśmy w stanie im udzielić żadnych informacji. Dzień i noc odgruzowujemy rumowisko centymetr po centymetrze” – mówi Sławomir Brandt ze straży pożarnej.

Cudem ocaleni z katastrofy mieszkańcy kamienicy zostali tymczasowo zakwaterowani zaledwie kilkaset metrów dalej w hotelu robotniczym.

„Wybiegłem z domu w pidżamie i tylko to mi zostało” – mówi Mateusz Krawców (20 l.). To, co przeżyli mieszkańcy kamienicy, zapamiętają do końca życia. „Usłyszałem wielki huk, a później krzyki sąsiadów. Pobiegłem, żeby im pomóc, otworzyłem drzwi ich mieszkania, a tam nie było nic” – wspomina Dominik Kukiełka (20 l.).

Ocaleni nie wiedzą, którzy z ich sąsiadów nie żyją. „Nie ma Beaty, Daniela, pani Doroty, nie wiemy, co się z nimi stało. Podejrzewamy najgorsze” – mówi Kajetan Kietrys (26 l.).

Służby wciąż nie mogą się doliczyć wszystkich zaginionych. W 19 mieszkaniach w kamienicy na stałe mieszkało 61 osób. Nikt nie wie, ile było feralnego dnia w kamienicy.

Fot. Paweł Jaskółka

Źródło: fakt.pl