in

Szokujący efekt zakazu handlu w niedzielę. „Dzwonię na policję ty sk*rwysynu!”

Zakaz handlu w niedzielę przynosi różne skutki. Wywołał trochę zamieszania, ale pokazał również jak cwani potrafią być Polacy. Przedsiębiorcy stają na głowie, by ominąć zakaz. Niestety ujawnił się także inny efekt, którego ustawodawca chyba się nie spodziewał.

Wielu Polaków jest przeciwnych zakazowi handlu w niedzielę twierdząc, że powoduje to jedynie utrudnienia w życiu obywateli. Tysiące klientów ucieszyło się widząc, że wielu przedsiębiorcom udało się oszukać zakaz handlu i nie zamykają sklepów w niedzielę.

Jednak nie wszyscy Polacy akceptują, że część właścicieli sklepów omija zakaz. Niektórzy postanowili na własną rękę zostać strażnikami nowego prawa. Część obywateli dobrowolnie i bez żadnych profitów ściga przedsiębiorców, którzy łamią zakaz handlu. Obserwują sklepy, i gdy zauważą, że w handlu bierze udział pracownik, natychmiast dzwonią z donosem do Państwowej Inspekcji Pracy.

Nie wszystkie zgłoszenia są trafione i słuszne, ale dzięki niektórym już posypały się pierwsze mandaty. Jedną z ofiar samozwańczych strażników nowego prawa jest właściciel sklepu w Gorzowie, który podpisał ze sprzedawczynią umowę zlecenie i postawił ją za kasą. W Gorzowie 11 marca zamknięte były sklepy Biedronka, Lidl, a także kilka marketów Intermarche. To zachęciło przedsiębiorcę do otwarcia sklepu monopolowego. Nie spodziewał się, że padnie ofiarą donosu

„Dzisiaj dostaliśmy już jedno zgłoszenie na infolinię o sklepie w centrum Gorzowa, który prowadzi sprzedaż alkoholu, a jego właściciel może nie przestrzegać zakazu handlu. Po udaniu się na miejsce i sprawdzeniu sklepu, okazało się, że sprzedaż prowadzi pracownica zatrudniona na umowę zlecenie. W tym przypadku wobec właściciela sklepu zostanie wszczęte postępowanie karne i zostanie on ukarany mandatem w wysokości 1000 złotych” – powiedział Piotr Gontarczyk, pracownik Państwowej Inspekcji Pracy, w rozmowie z portalem gorzowianin.com.

Sklep monopolowy mógłby być w niedzielę otwarty, ale tylko wówczas, gdy za ladą stanąłby sam właściciel i prowadził sprzedaż we własnym imieniu i na własny rachunek. Przypominamy, że za złamanie zakazu handlu przedsiębiorcom grozi kara od 1000 do 100 000 złotych, a za uporczywe łamanie przepisów nawet kara pozbawienia wolności.

Dziennikarze byli również świadkami awantury pod sklepem na warszawskim Ursynowie. W monopolowym faktycznie pracował właściciel, do którego przyszła… córka. Nadgorliwy, starszy pan wziął ją za pracownicę.

„Dzwonię na policję ty sk*rwysynu!” – krzyczał starszy pan nie przyjmując do wiadomości żadnych wyjaśnień od sklepikarza.

Źródło: pikio.pl