in

Mąż Beaty Szydło poszczuł dziennikarkę psem? Jest komentarz w tej sprawie

Czy zakończona w grudniu ub. roku rekonstrukcja rządu, aż tak negatywnie odbiła się na głównej bohaterce? Jak donosi „Newsweek”, była premier Beata Szydło wciąż się nie pogodziła z wydarzeniami sprzed 1,5 miesiąca. Jeszcze gorzej reagują na nie jej najbliżsi. Była premier odniosła się do sprawy na Twitterze.

Dziennikarka „Newsweeka” chciała zapytać o nastroje w domu Beaty Szydło u samego źródła. Postanowiła się wybrać do Przecieszyna, rodzinnej miejscowości byłej szefowej rządu. Tam chciała się dowiedzieć, jak wygląda życie po odwołaniu z funkcji premiera. Przy okazji miało tam dojść do skandalicznej sytuacji.

„Dalej chce pani wejść do domu?” – miał pytać mąż byłej premier, Edward Szydło, tuż po tym, gdy otworzył bramę posesji i wypuścił owczarka niemieckiego. Wszystko dlatego, że dziennikarka wydała mu się zbyt „namolna”. Czy rzeczywiście Edward Szydło posunął się tak daleko? Głos w tej sprawie zabrała była premier:

„(…) To, co Pani pisze pozostawiam bez komentarza, bo na komentarz nie zasługuje” – napisała Beata Szydło na Twitterze. Dodała też, że „pies biega swobodnie po podwórku”.

Atmosfera w Przecieszynie (i w KPRM) ma być jednak daleka od poprawnej. Jak pisze „Newsweek”, jeszcze w grudniu podczas spotkania Stowarzyszenia Gospodarczego Ziemi Oświęcimskiej, Edward Szydło powiedział, że odebranie jego żonie funkcji premiera było „upokorzeniem”.

Do ciągłych utarczek ma także dochodzić w Kancelarii Premiera. Powodem mają być choćby zamiana gabinetów czy też konieczność wyprowadzenia się rządowej willi przy ul. Parkowej. Według autorki tekstu, Beata Szydło ma żal, że premierem został człowiek, który nie zasłużył się w kampanii z 2015 r. i przez dwa lata był „zaledwie jej podwładnym”.

Źródło: fakt.pl